niedziela, 6 września 2015

Rozdział 2. Po drugiej stronie świata....



Witam moi drodzy :D jak tam w szkole,po wakacjach? :D jak widać dodaje nowy rozdział ;3 (w końcu xd) jednak klasa maturalna daje w kość xD mam nadzieję,że spodoba wam się rozdział i intro,które stworzyła moja koleżanka z klasy,której serdecznie dziękuję i pozdrawiam :D a was zapraszam na rozdział :D





Biegłam cały czas...Czułam,że ktoś mnie goni,chce posiąść mnie na swoją podwładną,gdzieś coś w moim umyśle,kazał mi się zatrzymać,lecz nie mogłam...Siła mózgu była niczym,w porównaniu,do siły nóg.
-Stój!-usłyszałam,w końcu krzyk za sobą...Czyj? Był czymś pomieszanym,pomiędzy mężczyzną,a mroczną istotą z zaświatów.Jakoś nie miałam ochoty sprawdzać gdy nagle...Zatrzymałam się,odwróciłam się i ujrzałam wysoką postać w czarnej pelerynie,nie wiem jak,ale zaczęłam do niego iść krokiem,jakby mi ciało od pasa w dół zdrętwiało i go nie czułam. W końcu stanęłam blisko postać tak,że widziałam jego twarz...Był  blady jak śmierć,oczy miał duże i blado fioletowe,gęstą czuprynę,w kolorze granatowym,dość duże jasnoróżowe usta,a jego twarz wyglądała jak idealnie dopracowana rzeźba,w muzeum,z paroma mankamentami jak pieprzyk,na prawej skroni,czy blizna przechodząca od czoła do linii żuchwy. Patrzyłam na niego jak w transie-Teraz zamkniesz oczy zapadając w sen budząc się  wtedy kiedy usłyszysz mój głos rozumiesz?-słyszałam jak mówi,ale nie otwierał ust...Jego głos dudnił mi w głowie do momentu gdy moje powieki nie zrobiły się ciężkie....


Kilka dni później

-Obudź się-natychmiastowo na dźwięk tego głosu usiadłam na łożu na,którym przebywałam.Rozejrzałam się dookoła,i oniemiałam...Byłam,w wielkim pokoju z czarnymi ścianami,na których widniały czerwone i złote namalowane róże,na podłodze leżała złota wykładzina,meble były w kolorze czarnym,ze złotymi wstawkami przykładowo gałkami w komodach z szufladami,lub nogami przy stole i krzesłach. Na szafce obok łoża,które było wielkie i białe z czerwonymi zdobieniami,stał świecznik ze świecami,jako jednym źródłem światła,przez co pokój był strasznie ciemny
-Jestem w domu publicznym?-zapytałam przygryzając wargę
-Nie-odpowiedział szorstki głos,spojrzałam,w stronę źródła dźwięku,i ujrzałam tego samego chłopaka co w...lesie? na mojej jawie? czymś takim-Jesteś,w pałacu w North Roslya,w siedzibie Rosskillienów.
Na same te słowa zaczęło mi się chcieć śmiać...Jasne jestem w nieistniejącym miejscu...Hah Ros
-Jasne,jasne,a ty to?-zapytałam odrzucając kołdrę 
-Jacob Rosskillien-warknął mężczyzna patrząc na mnie z wściekłością
-Jacob? Ten ze "Zmierzchu"? Wyjesz do księżyca? Masz futro? Czeszesz je? Ganiasz czasem swój ogon,gdy nikt nie patrzy?-zaczęłam pytać kpiąco,gdy ten zza pasa wyciągnął sztylet przystawiając mi go do gardła...Wtedy zrozumiałam,że naprawdę się boję,a on nie żartuje.
-Zamknij się,w końcu,albo rozpłatam cię,a z twojego gnijącego ciała zrobię miskę,dla psów-syknął,przełknęłam głośno ślinę powstrzymując łzy
-P...Przepraszam-wydukałam gdy ten schował sztylet,wstałam z łóżka rozglądając się po pokoju-Tak na marginesie to gdzie jest moja przyjaciółka? Taka wysoka,brązowe włosy
-W South Roslya,w królestwie Yaskillien,mój brat William przebywa z nią i z tego co wiem jest bezpieczna-odpowiedział stając za mną.Patrzyłam na nasze odbicia w lustrze.W porównaniu ze mną był bardzo wysoki,i szeroki w ramionach,jak na faceta przystało. 
-Dziękuję-odpowiedziałam odsuwając się,na co on chwycił mnie za nadgarstek i praktycznie rzucił w ścianę,nie rozluźniając uścisku na rękach.Poczułam jak serce szybko mi bije,a oddech traci swój rytm...
-Masz coś co nie należy do ciebie-szepnął chrapliwym głosem zbliżając usta do mojej szyi.Nie czekając na moją odpowiedź rzucił mnie na łóżko przygniatając nogą moje unieruchamiając moje ręce poprzez zaciśnięcie  dłoni na nich.Czułam się jak nic,gdyż coś mi mówiło,że to jest dobre,że mam leżeć i nie wiercić się,nie bronić,bo to co robi Jacob jest dobre...Co najgorsze nie mogłam zaprzeczyć-I nie błagaj o to.
Wypowiedziawszy owe słowa,zerwał mój łańcuszek z czerwoną różą,puścił mnie,wstał i wyszedł z pokoju jak gdyby nigdy nic...Ja odzyskałam swoją wolę.Chciałam biec za nim,krzyczeć by oddał,mój naszyjnik.Co to w ogóle za człowiek? Zastanawiałam się czy iść za nim czy nie-coś mnie podkusiło,by ruszyć się za nim.Wyszłam więc z pokoju na pusty kamienny,zimny korytarz zatrzymałam się,gdy zobaczył portret Arii i blondyna...Był on wyższy od niej,umięśniony jak Jacob. Oczy miał jakby złote,ubrany był w garnitur,z wysokimi czarnymi skórzanymi butami i płaszczem... Przedziwny strój
-To mój brat William-usłyszałam za sobą głos Jacoba
-A co robi tu moja przyjaciółka?-warknełam
-Żyje z nim po drugiej stronie wymiaru-odpowiedział beztrosko
-Co masz na myśli? 
-O audiencje poproś później-warknął odchodząc
-Jaka audiencja?! Jesteś chamski i tyle!-wrzasnęłam za nim,nagle nad moją głową pojawiła się szara chmura,a na mojej szyi pojawiła się kobieca dłoń
-Chodź tu do mnie
Ten głos....Przecież to...

1 komentarz:

  1. Jej mama?! Nie mów że jej mama bo oszaleje!!!! Pisz następny!

    OdpowiedzUsuń